I tak źle i tak niedobrze
2011-10-24 at 04:30 am paulpawelNie posiadam życiowej partnerki, a tym bardziej aspirującej na ewentualną chciałaby wychowywać ze mną córkę. Może to i ok., bo nie dość, iż wbrew 27 lat nie czuję się jeszcze na wychowywanie potomstwa przygotowany, to miałbym cholerny kłopot z wyselekcjonowaniem dla niego imienia. Z jednej strony chciałbym żeby mój ewentualny przyszły syn czy też córeczka posiadał typowe, krajowo wybrzmiewające imię, jak Zygmunt, Janusz lub też Zbigniew, lecz z drugiej strony nie mam pojęcia czy te imiona, minimalnie już staromodne w obecnych latach, absolutnie już będą niemodne za następną dekadę. A przecież ani jeden dorosły nie chciałby być znienawidzony przez swoje potomstwo, głównie z powodu tego, że nie chciało mu się zadać sobie trudu i poświęcić trochę czasu nad zastanowieniem się nad najbardziej pasującym imieniem. Co z tego, iż widzi mi się Kevin, gdy po pierwsze w naszym abecadle nie występuje litera ,v”, a po drugie zwykle łączyć się będzie z psotnikiem z uwielbianej komedii puszczanej w naszej telewizji kolejnej Gwiazdki. A jak będzie dziewczyna? Nie mam zielonego pojęcia czy na cieście urodzinowym z okazji jej osiemnastych urodzin w roku 2028 cieszyłaby się, jeśli miała wymalowane Monika, Ewa, Krystyna czy może Britney. Moi drodzy, a czym wy się kierowaliście nadając imię dla swoich maluchów? Analizowaliście znaczenie konkretnych imion w Internecie czy może wyszukiwaliście znanych postaci o takim samym imieniu? Strasznie jestem ciekaw w jaki sposób to robią dzisiejsi młodzi rodzice.